| |
Uzbekistan - mały kraj z niecodziennymi atrakcjami
Rozmowa z Ikromem Nazarovem, Chargé d’Affaires a. i. Republiki Uzbekistanu w Rzeczpospolitej Polskiej

Red.: Czy słyszał Pan o wydarzeniach do których doszło 16 grudnia w kazachskim Janaozen?
- Oczywiście. W erze Facebooka i Twittera wieści o tej tragedii rozprzestrzeniły się lotem błyskawicy po całym globie. A jako, że patrząc na mapę widać, iż Janaozen leży w Azji Środkowej, której nieodłączną częścią jest również Uzbekistan, więc siłą rzeczy najgłośniejszym echem odbiły się one właśnie w naszym regionie świata.
Red.: Spodziewał się Pan takiego rozwoju sytuacji w Kazachstanie, sąsiadującym z krajem który Pan reprezentuje?
- No właśnie. Reprezentuję Uzbekistan i zgodnie z dobrymi zwyczajami dyplomatycznymi nie wypada mi abym bez upoważnienia swojego rządu oficjalnie komentował wydarzenia w obcym, choćby nawet sąsiednim, kraju. Jednak jestem przecież także człowiekiem, któremu nieobojętny jest los niewinnych ludzi – i to niezależnie od tego czy są to Kazachowie, Uzbecy czy też przedstawiciele jakiejkolwiek innej narodowości - zabijanych tylko za to, że chcą poczuć się prawdziwymi obywatelami swojej ojczyzny. Dlatego poniekąd „prywatnie” jako Ikrom Nazarov powiem, że w pewnym sensie można było się tego spodziewać. „W pewnym sensie” ponieważ chyba nikt nie był w stanie przewidzieć, iż do takich wystąpień dojdzie w bieżącym roku i to akurat w Dniu Niepodległości Kazachstanu. Natomiast łatwiej już było oczekiwać, iż areną tego typu wydarzeń stanie się nie bogate Almaty czy naszpikowana funkcjonariuszami służb specjalnych stołeczna Astana a właśnie obwód mangistauski, gdzie od ponad pół roku dojrzewał konflikt społeczny spowodowany olbrzymimi dysproporcjami socjalnymi. Rzecz w tym, że to najbogatszy w ropę i gaz ziemny obwód Kazachstanu. Rok w rok wydobywa się tu węglowodory, których wartość idzie w grube miliardy amerykańskich dolarów a tymczasem na tej zasobnej ziemi pozostają jedynie przysłowiowe kopiejki z tego bogactwa. Kazachów zatrudnionych w przemyśle wydobywczym w spółkach państwowego KazMunaiGazu bardzo irytuje też fakt, że w przedsiębiorstwach będących własnością zachodnich koncernów, które również są w Kazachstanie obecne, za tę samą pracę otrzymuje się kilkakrotnie wyższe wynagrodzenie. To stało się powodem wiosennych strajków, w rezultacie których władze wyrzuciły na bruk tysiące ludzi.
Red.: Oficjalnie władze Kazachstanu przyznają, że w zamieszkach w tym rejonie zginęło kilkanaście osób. Nie było wśród nich policjantów. Czy odpowiedź struktur siłowych była Pana zdaniem adekwatna?
- Nie była i co gorsza jestem przekonany, że represje będą jeszcze większe. Zwłaszcza, że kraj ten jest w przededniu rozpisanych na styczeń wyborów parlamentarnych. Do tej pory (podobnie zresztą jak i te prezydenckie) były one farsą - z góry ukartowane, z masą fałszerstw. Opozycja wciąż jest w Kazachstanie słaba, a jednak najgłośniejsza od kilkudziesięciu lat. Nic dziwnego, że władze na wszelkie sposoby usiłują zamknąć jej usta. Tym bardziej, że prezydent Nazarbajew jest stary, nie ma synów, ma za to ambicje zapewnienia córkom (i w ogóle swojej rodzinie) dalszego rządzenia tym przebogatym krajem, który od ponad 20 lat traktuje jak swój prywatny folwark. Zadania nie ułatwia mu odwieczna rywalizacja pomiędzy różnymi klanami. Biorąc to wszystko pod uwagę uważam, że Nazarbajew z całą pewnością nie cofnie się przed niczym. O tym, że jest tyranem doświadczonym w swej bezwzględności świadczy też fakt, iż to on jest odpowiedzialny za masakrę w której mogło zginąć nawet 400 osób. Mam tu na myśli krwawą łaźnię jaką urządził w 1989 r. także w Janaozen. Wtedy to miasto nazywało się Nowy Uzeń i należało do państwa którego i ja byłem obywatelem – do Związku Radzieckiego. To Nazarbaev nakazał zniszczyć wszystkie dokumenty związane z tamtymi wydarzeniami a które jednoznacznie świadczyły o jego odpowiedzialności.
Red.: Czyżby klanowość o której Pan wspomniał nie istniała także w Uzbekistanie?
- Ależ oczywiście, że istnieje! Ze zjawiskiem tym mamy do czynienia na terenie całej Azji Środkowej. U nas jest to nawet jaskrawiej wyrażone niż w Kazachstanie, gdyż tak się składa, że Uzbecy stoją na wyższym poziomie rozwoju cywilizacyjnego niż Kazachowie. Podczas gdy obszar dzisiejszego Kazachstanu nawet jeszcze w XIX wieku zamieszkiwali ludzie, którym nie śniło się o jakiejkolwiek państwowości, u nas istniały już specyficzne państewka za jakie można uznać emiraty. Że nie wspomnę o pradawnych tradycjach państwowych Chorezmu i innych ośrodków, których architektoniczne pozostałości do dziś można podziwiać w Bucharze czy Samarkandzie.
Red.: I owa klanowa rywalizacja nie przeszkadza Wam efektywnie rozwijać się?
- Społeczne koszty klanowości są olbrzymie. Związane z nią kumoterstwo, nepotyzm itp. hamują rozwój blisko 30-milionowego kraju. To z kolei przekłada się na gospodarkę bo przecież na intratne stanowisko w porządnej firmie przyjmą nie najlepszego ale… „swojego” - czyli reprezentanta tego samego klanu. Tak samo jest w polityce, w strukturach władzy począwszy od najniższych szczebli administracji. Oczywiście na wygranych pozycjach są ci należący do tego samego klanu co nasz prezydent Islam Karimow.
Red.: A Pan do jakiego klanu należy?
- Do właściwego ale nie chciałbym rozwijać teraz tego tematu.
Red.: Jakie jeszcze kwestie przeszkadzają Uzbekistanowi w rozwoju na tyle dynamicznym na jaki pozwalałaby obfitość bogactw naturalnych?
- Przede wszystkim to wszechobecna korupcja. Jeżeli nie ma się powiązań rodzinnych u nas nie załatwi się praktycznie nic (a już na pewno nie na czas) nie dając łapówki. To powszechnie przyjęta praktyka. W Polsce tworzycie stanowisko pełnomocnika rządu ds. zwalczania korupcji, co jakiś czas pojawiają się kampanie społeczne zwalczające to zjawisko. W Uzbekistanie po prostu nikt nie zrozumiałby takich działań. Ani władza, ani opozycja której praktycznie w kraju nie ma ani tzw. prości ludzie. Rzecz w tym, że biorą (ale i dają) wszyscy. Łapówka to norma, część życia.
Red.: Stwierdził Pan, że nie ma u Was opozycji. Czyżby wszyscy byli zadowoleni z obecnej władzy?
- Ależ skąd?! Niezadowolonych są miliony. Tyle że swoje niezadowolenie zostawiają oni po prostu w domu. Tak bezpieczniej. W państwie totalitarnym, a za takie z całą pewnością należy uznać Uzbekistan rządzony od ponad 20 lat żelazną ręką przez prezydenta Karimova, najzwyczajniej brak miejsca na manifestowanie poglądów innych niż oficjalnie obowiązujące. Powiedziałem, że opozycji nie ma w kraju. Ale jest za granicą. Część opozycjonistów była nawet związana w przeszłości z reżimem Karimowa lecz z czasem popadli oni w niełaskę i musieli salwować się wyjazdem z Uzbekistanu. Wspominam o tym aby pokazać, że na opozycję składają się bardzo różni ludzie, co znakomicie utrudnia jej zjednoczenie się. Chociaż w kończącym się roku pojawiły się pierwsze budzące nadzieję próby zmiany tego stanu rzeczy. Pod koniec maja uskrzydlone procesami wolnościowymi zachodzącymi w Północnej Afryce i na Bliskim Wschodzie na kurułtaj zjechało do Berlina ponad 50 delegatów reprezentujących 6 opozycyjnych organizacji. Postanowili zjednoczyć swe siły powołując Ludowy Ruch Uzbekistanu. Jego liderem został Muhammad Salih, kandydat na prezydenta Uzbekistanu w wyborach 1992 r. a zarazem przewodniczący „Erk” (czyli po naszemu: „wolność”) – najstarszej demokratycznej uzbeckiej partii. Czas pokaże czy tak szumnie deklarowana w Berlinie konieczność zasypywania dzielących opozycyjne grupy podziałów, znajdzie odzwierciedlenie w rzeczywistości i czy nowy ruch zdobędzie jakiś posłuch wśród rodaków w kraju. Bez tego nic nie zmieni się chociaż jakiekolwiek zmiany będą trudne bo każdy chce żyć i nie cierpieć. Po co więc ma narażać się na utratę życia a w najlepszym wypadku tortury, które uznawane są u nas za oficjalny element procesu sądowniczego?
Red.: Oficjalne tortury w XXI wieku?
- Proszę nie zapominać, że mówimy o Azji Środkowej. Tu kapitalizm mamy dopiero od 20 lat, jeszcze w latach 20-ych ubiegłego stulecia panował feudalizm, z którego nagle na ponad pół wieku przeskoczyliśmy do zupełnie innej bajki, jaką stał się radziecki socjalizm. Najzwyczajniej nie było czasu na zmianę i wykorzenienie ze społecznej świadomości takich norm postępowania jak korupcja czy tortury. A przecież na to potrzeba wielu pokoleń.
Red.: Szefem uzbeckiej placówki w Warszawie jest Pan od kilku miesięcy. Jak podoba się Panu nasz kraj?
- Bardzo. W Polsce czuję się świetnie, niemal jak w Uzbekistanie. Cieszę się, że mam możliwość wnosić swój skromny wkład w rozwój stosunków między naszymi narodami. Chociaż nasze kraje dzielą tysiące kilometrów, wywodzimy się z odmiennych kultur i mówimy różnymi językami to paradoksalnie oba społeczeństwa mają wspólne cechy - lubimy ojczysty język i własną historię a to przecież podstawa patriotyzmu.
Red.: Co Pana zdaniem należałoby uczynić aby doskonalić polsko-uzbeckie relacje?
- Najważniejsze jest wzajemne poznanie się. U nas ludziom średniego pokolenia wciąż nieobca jest twórczość Anny German, która przecież urodziła się w Uzbekistanie. A niektóre starsze osoby pamiętają, że w czasie wojny przez naszą republikę wiódł szlak części armii generała Andersa. Nie chciałbym tu oceniać czy Polacy wiedzą więcej o Uzbekistanie czy Uzbecy więcej o Polsce. Na pewno wiele można jeszcze zrobić aby wiedzę obu stron poszerzać. W tym zakresie najbardziej mogą pomóc wzajemne kontakty realizowane na dwóch płaszczyznach – gospodarczej i turystycznej. Niestety, wartość wymiany towarowej jest śladowa w stosunku do tej jaka potencjalnie mogłaby być. Turystyka również pozostawia wiele do życzenia.
Red.: Polacy mogą przecież bać się tych "oficjalnych tortur" o których Pan mówił?!…
- Proszę niech Pani nie żartuje. Jeżeli tylko nie będą zajmować się polityką (czy szerzej rzecz ujmując - naruszać naszego prawa) to mogą zapomnieć iż coś takiego w ogóle istnieje bo nikt z przedstawicieli władzy nie uczyni im niczego złego.
Red.: Co w takim razie Uzbekistan ma do zaoferowania turystom?
- Po pierwsze na uzbeckiej ziemi zostaną przyjęci zgodnie z naszą wielowiekową tradycją. A warto pamiętać, że Uzbecy są narodem szalenie gościnnym, zaryzykuję nawet stwierdzenie, iż jeszcze bardziej gościnnym niż Polacy. Oczywiście turystyczna atrakcyjność Uzbekistanu nie ogranicza się jedynie do gościnności jego mieszkańców. Mimo, że nasze państwo jest małe to jest w nim całkiem sporo do zobaczenia. Oprócz stołecznego Taszkientu to przede wszystkim dobrze zachowane zabytki z czasów świetności Samarkandy i Buchary. Dla wysublimowanych gustów polecam wycieczkę do północnej części kraju i obejrzenie ruin Chorezmu. Miłośnicy bardziej ekstremalnych doznań mogą natomiast wybrać się na pustynię lub całkiem na północ aby zobaczyć unikalne (choć umierające) Jezioro Aralskie.
Red.: Bardzo dziękuję za rozmowę.
- Korzystając z okazji iż zbliża się 2012 r. pragnę złożyć wszystkim Polakom serdeczne noworoczne życzenia – aby nowy rok przyniósł Państwu niekończące się pasmo sukcesów osobistych i zawodowych. Życzę dużo zdrowia, miłości i pieniędzy.
|
|
|